Wycierając
Wycierając czerwoną chustką szarozielone wą- 1 iliu rękami uścisnął dłoń Tani. Przez jego twarz jakby i - ? o ii n.|l promyk światła — stała się niemal przyjazna. Beridze poprosił go o wyszukanie raportów dziewiątego odcinka, zawierających propozycję zmian w projekcie. Topolew przez długą chwilę, poruszając wąsami, szukał w pamięci, następnie zbliżył się do szafy i zaczął przekładać teczki. Notatki znajdowały się w grubym skoroszycie zawierającym korespondencję odcinków. Beridze niezwłocznie zagłębił się w czytaniu. Starzec i dziewczyna rozmawiali szeptem, od czasu do czasu spoglądając w stronę inżyniera. — Czy chcieliście jechać z Sidorenką? — pytała Tania. — Kiedyś dzieliły was jakieś nieporozumienia. — Nie ruszyłem palcem, żeby jechać, i ani słowa nie powiedziałem, że chcę zostać. Nikt teraz nie zwraca na mnie uwagi: zestarzałem się. Nikt mnie nie prosił, żebym jechał, i nie pamiętam, żeby ktoś namawiał mnie do pozostania. Jest mi wszystko jedno, gołąbeczku. Chciałbym żyć spokojnie. Przeczytałem niedawno u Jacka Londona wspaniałe zdanie: „Uwolniwszy się od pragnień, nie znamy nadziei ni lęków." Dobrze jest, kiedy nas nikt nie potrzebuje. Wierząj mi, Taniu.