Pole
I opolew siedział samotny w pustym i ponurym pokoju. Pd pewnego czasu stało się to jego przyzwyczajeniem, udany na budowie nie wniosły nic nowego do jego roz-I idu dnia. Usiłowania Grubskiego zmierzające do nastra-II nla staruszka nowym kierownictwem okazały się bez- .li ulee/.ne. Nie taki diabeł straszny — odrzekł mu. — Mam już i ftćdziesiąt z górą lat, przekroczyłem swoją normę. Każ-di Kierownictwo musi mnie szanować, jeśli to kierownic- 0 nie jest głupie. Tania i Beridze wchodząc do pokoju zauważyli, że MV inżynier drgnął, przestraszony skrzypnięciem drzwi. 1 Idze przysłonił ręką usta, aby ukryć uśmiech. Kowszow d mu o krążących po zarządzie dowcipach na temat 1npolewa; opowiadano, jakoby stary inżynier spał siedząc i wy m gabinecie ze słuchawką telefoniczną lub piórem w ręku.