— I rzeczywiście
— I rzeczywiście przekonaliście się? — zapytał prowokująco Beridze. Tania rozgniewała się. Silny rumieniec pokrył jej opaloną twarz. — Dawnemu naczelnemu inżynierowi odpowiedziałam niegrzecznie. Nie chciałabym jednak od pierwszej chwili znajomości być niegrzeczną wobec was. — Odpowiedź Beridzego zdenerwowała Tanie, wydało się jej, że naczelny inżynier jest uprzedzony do niej. Beridze pojednawczo ujął ją pod rękę: Nic gniewajcie się, Czerwony Kapturku. Nie udał Rll i,- żart. Chodźcie prędzej! — zawołał Załkind, który wy-i cdzil ich i teraz czekał przy samochodzie. inidem wcisnęli się w swych kożuchach do auta. Tani to ciasno pomiędzy Załkindem i Beridzem. Teraz dopiero poi ula, jak bardzo bolą ją nogi. Przeszła dziś tyle kilo-IIM i rów! Grubski twierdził, że nie mamy teletechników i że i < lia czekać, aż zostaną przysłani — mówiła. — W ogóle i przeciwny zakładaniu tymczasowej linii telefonicznej, leszonej na drzewach. „Lepiej od razu budować linię n < lupach." Czyli za sto lat, kiedy rurociąg zostanie przeprowadzony.